Sprawozdanie z obozu w Val Masino
Sprawozdanie z wyjazdu Klubowego do Val di Mello (Włochy) w czasie 3-19 lipiec 2009, organizowanego przez Klub Wysokogórski- Kraków
Dzień 1
Godzina W, czyli wyjazd w piątek wieczorem z Krakowa. Zbiórka pod akademikami AGH. Ilość bagaży jest zadziwiająca i raczej nie przekłada się na wspinanie. Na pierwszy rzut oka upchanie tego do samochodów wydaje się być niemożliwe, jednak z pomocą przychodzi zaprawiony w bojach wszelkiej maści wyjazdów Pan Kierownik wraz ze swoją 520 litrową trumną na dachu Citroena. Po dłuższej chwili wszystkie puzzle są poukładane i klapa bagażnika zamyka się z małą pomocą z zewnątrz. Ostatecznie wyruszają 2 auta z siedmioma krasnoludkami.

Dzień 2
Po nocnej jeździe 7 krasnoludkom przybyła Królewna Śnieżka porwana pod Wiedniem. Rano docieramy do Włoch. Jest ciepło więc zatrzymujemy się nad jeziorem Lago di Garda. Po kąpieli w ciepłej jak zupa wodzie docieramy wreszcie na camping w dolinie Val Masino i przy wieczornej misce jedzenia i piwku snujemy górskie plany.

Dzień 3
Jako, że dzień wcześniej troche padało nie było ciśnienia na wczesne wstawanie. Pogoda jednak nas mile zaskoczyła, ale i tak na podejście wybraliśmy się dopiero około południa (absurdalnie, w największy upał). Zapakowani w wielkie plecaki, z żarciem na prawie tydzień poszliśmy w czwórkę do doliny Val Porcelizzo (Tomek , Janek i bracia Hub…eee. Ćwiąkałowie). Reszta ekipy w składzie: Królewna Śnieżka, Pan Kierownik, Wojtek vel Paweł i Paweł vel Mielony, udała się do doliny Val di Zocca, za namową Królewny Śnieżki, która zapewniała, że jest podejście tam jest krótsze. Pytani potem jak było, podawali wymijające odpowiedzi lub zmieniali temat.
Na górze zasiedlamy Winterraum obok schroniska Gianetti.

Dzień 4 – Val Porcelizzo
Najwyższy czas się powspinać. Wcześniejszego wieczora znowu padało więc zaplanowaliśmy pobudkę dopiero na 8:00. Decydujemy się na najbliżej położoną ścianę, czyli Dente de la Vechia. Do wyboru mamy drogi mokre i trochę mokre. Wybieramy te drugie... Bracia Ć. idą na Milchzahn, my zaś idziemy na drogę Polident. Na początek płytka, potem mokre zacięcie i znowu płytka. Płyta z rysą , płyta bez rysy, kant i top. Najtrudniejszy wyciąg to formacja, która będzie nas prześladować do końca wyjazdu, także i we śnie- połoga płyta. Wieczorem znowu pada, ale według informacji uzyskanych od kierownika schroniska (pseud. Makaron) pogoda ma być lepsza.

Dzień 5 Val Porcelizzo
Ambitnie wstajemy o 5:00.. To znaczy wstaje Kuba i relacjonuje pozostałym, co widzi. „Nic nie widać, chmury i zimno”, zatem śpimy dalej. Potem rozpogadza się na tyle, że przez chwilę widać ścianę, pod którą idziemy. Pada jedna dwuwyciągowa droga.... Mokro i zimno. Powrót i micha. Znowu pada.... Gramy w karty, kolejno: Makao , Pan i coś jeszcze. Tomek kończąc kolejną rozgrywkę w Pana, jako ostatni z połową talii w ręku stwierdza tylko, że „to było matematycznie nie do wygrania”. No cóż, czymś trzeba odeprzeć nasz śmiech. Dla odmiany zaczyna padać grad i śnieg a my z nudów, naiwnie przeglądamy topo. Jak informuje kierownik Makaron pogoda ma być lepsza. W planach pojawia się Piz Badile.

Dzień 6 Val Porcelizzo
Jako, że w nocy większość wilgoci z powietrza spadła w postaci gradu, rano niebo było czyste. Nareszcie widać góry w całej okazałości. Widok ten zachęcił nas tylko do tego żeby iść na Badyla. Wyszliśmy wcześnie, we czwórkę, uzbrojeni w 2 pary raków i 2 dziaby. Przydały się na podejściu pod ścianę, po zmrożonym po nocy śniegu. Wbiliśmy się w drogę, jak się później okazało inną od zamierzonej. Warunki były bardziej zimowe niż letnie. Cienkie polewki lodowe i kupki zmarzniętego gradu.. Ale przynajmniej sucho Pierwszy wyciąg padł bez problemów, ale drugi to całkiem inna historia. Stojąc na stanie ubrany w puchówkę, czapkę i rękawiczki, czekałem tylko aż zza grani wychyli się słońce. Wyciąg padł około godziny 12, dość późno, a droga nie zapowiadała się na lepszą. Szybka decyzja i wycof. W drodze powrotnej zrobiliśmy jeszcze 2 drogi po 100m na Punta Enrichetta- a tu warunki wymarzone; ciepło, słonecznie i sucho. Wieczorem znowu się chmurzy, ale pogoda ma być lepsza.

Dzień 7 Val Porcelizzo
Od rana pogoda zapowiadała się dobrze. Cel to Via Mauri, graniówka prowadząca na szczyt Punta Angela. Wbijamy się trochę za wcześnie w grań i tym samym dokładamy sobie dobre 150m więcej wspinania. Początkowe wyciągi nie są trudne, ale męczy przeciąganie liny pomiędzy głazami na grani. Późniejsze wyciągi jednak to rekompensują. Piękna ryska na płycie i urzeźbione zacięcie, wszystko z dobrą asekuracją. Na szczycie kanapka, kilka zdjęć i zjazdy. Do schroniska przychodzimy dość zmęczeni i rozkojarzeni. To była pierwsza konkretna droga na tym wyjeździe (ok. 600m, 6a)

Dzień 8 Val Porcelizzo, Val di Mello
Pomimo dobrej pogody od rana, nie mamy siły na wspinanie. Najwyższy czas na rest. Poza tym kończy się jedzenie. Kuba z Pawłem zostają dzień dłużej, my z Tomkiem schodzimy na dół, na pizze i piwo. Na dole czeka na nas niespodzianka. Mamy kluczyk do auta, ale niestety nie możemy go otworzyć. Patrzymy tylko na jedzenie za szybą i czekamy na Darka aż zejdzie na dół.

Dzień 9
Rano odwiedzamy sklep i uzupełniamy zapasy na kolejny tydzień. Pomidorki cieszą się dużym powodzeniem. Natomiast wizję pokonania 1400m przewyższenia z ciężkim worem przyjmujemy już z nieco mniejszym entuzjazmem. Wejście do doliny jest wyjątkowo piękne. Łąka z pasącymi się końmi otoczona stromymi zboczami, w oddali szczyty i hektary granitowych ścian. W schronisku widzimy się z Magdą i Wojtkiem vel Pawłem, ale nie na długo bo wieczorem schodzą na dół. Magda wraca już do domu. Później przychodzą jeszcze Darek z Pawłem z nowa porcją jedzenia i spręża.

Dzień 10
W ramach rozpoznania nowej doliny uderzamy rano na Guronsan. Ciekawa droga prowadząca przez różne formacje. Po sąsiedzku wspina się Darek i Paweł na Melonimaspescrack. Trzystumetrowa rysa, trochę mokra, ale bardzo ładna. Pogoda średnia- jest pochmurno i rzadko widać przyległe szczyty, ale nie pada. Po południu przychodzą bracia Ćwiąkałowie z nowo mianowanym Panem Przewodnikiem.

Dzień 11
Sytuacja robi się poważna. Pogoda dopisuje, a w dolinie działają wysoko i prężnie 3 zespoły. Dzisiaj padają Gervasutti pod naporem odważnego teamu Braci Ć. prowadzonego przez Pana Przewodnika, piękna Lady D ulega urokowi Pana Kierownika i Mielonego. Top Ten zaś puszcza Tomka i mnie dopiero w drugiej próbie na kluczowym wyciągu. Brak OS-a spowodowany był niskim ciśnieniem atmosferycznym, porostami na skale, magnezja była jakaś taka dziwna, palce słabe, dupa ciężka itd. itp. Wieczorem pada propozycja wina, potem pada owoż wino, a na końcu my.
Dzień 12
Siły trochę opadły, 2 zespoły restują pomimo całkiem dobrej pogody. Tomek i ja idziemy na Melonimaspescrack... Rysa nadal jest miejscami mokra, ale mimo to wspaniała. Droga jest na własnej asekuracji, wyposażona w stanowiska, które niestety nie budzą naszego zaufania więc zawsze coś dokładamy. Po zjazdach odbieramy sms-y i dajemy znaki życia, bowiem jest to nieliczne (jeśli nie jedyne) miejsce w dolinie gdzie jest zasięg.
Dzień 13
Pada. Nareszcie rest po 3 dniach wspinania. Można się wyspać i zrelaksować. Po śniadaniu siadamy do brydża. Liczenie kart, które zeszły jest trochę trudniejsze niż liczenie ekspresów na szpejarce podczas prowadzenia, ale mimo to nikt nie narzeka. Przestaje padać, zespół Braci Ć. i Pan Przewodnik wyruszają pod Top Ten w nadzieji, że skała zdąży wyschnąć. Niestety. Kolejny przelotny opad wyjaśnia sytuację. Drugie śniadanie. Brydż. Obiad. Do popołudnia panuje spokój, nic się nie dzieje, siedzimy, piwka nie pijemy bo za drogie. Mikroklimat schroniska tworzą dwie Peruwianki pod wodzą kierownika Hattara. Dogadujemy się przeważnie na migi używając nielicznych słów po włosku i hiszpańsku. Angielski jest mało przydatny. Popołudniu zaczyna przybywać ludzi, a dopełnieniem całości jest wielka grupa Niemców. Wieczorem się niebo przeciera, a gra zachodzącego słońca, chmur i szczytów gór powoduje, że słychać coraz częściej kliknięcia aparatów.
Dzień 14
Wstajemy wcześnie bo cele są ambitne. Pogoda zapowiada się wyśmienicie. Darek z Pawłem idą na Inshallach , Kuba, Paweł i Pan Przewodnik robią drugie podejście do Top Ten. My z Tomkiem idziemy na Lady D. Przed nami już jest jeden zespół. Pierwszy wyciąg jest najtrudniejszy. Połoga, gładka płyta i do tego zimno powodują , że palce stóp wydają się być coraz bardziej nam obce. Na szczęście pada on czysto, tak samo jak i pozostałe wyciągi. Potem jest już tylko lepiej. Im wyżej się wspinamy tym formacje i rzeźba skały są coraz bardziej fantazyjne i ciekawe. Droga ta jest bezapelacyjnie najpiękniejszą, jaką zrobiliśmy na całym wyjeździe. Do schroniska wszyscy wracają z tarczą. Jako, że czas ucieka i jedzenie też się kończy, wieczorem schodzimy na dół do samochodów. Jak się później okazało był to ostatni dzień wspinaczkowy na wyjeździe.
Dzień 15
Paweł w nocy wyjeżdża na samolot. Nad ranem zaczyna padać i to skreśla wszelkie plany wspinaczkowe. Spragnieni świeżego jedzenia po pobycie na górze, jedziemy do sklepu. Potem jajecznica na maśle z pomidorkiem i świeżym chlebem. Zawrotną karierę robi pudełko z solą Tomka, który jako jedyny wziął tą przyprawę. Poza jedzeniem nie ma zbytnio co robić. Wieczorem idziemy na naprawdę cienką pizzę.
Dzień 16
W nocy była burza, pogoda się kompletnie załamała a wyżej spadł śnieg. Po obowiązkowym śniadaniu Pan Przewodnik, Paweł i Kuba decydują się wracać wcześniej gdyż nie ma sensu siedzieć dłużej. My również wynosimy się z campingu i zjeżdżamy niżej do Lecco. Suszymy ciuchy i śpiwory. Do głowy zaczyna dobijać się rzeczywistość, do której jutro wracamy.
Dzień 17
Nad ranem zbieramy się i pakujemy. Darek odwozi nas na lotnisko a sam, jako, że jest Panem Kierownikiem, jedzie dalej się wspinać. Lądujemy w Pyrzowicach i tu kończy się nasz wyjazd.
Wystąpili:
-Królewna Śnieżka - Magdalena Drózd
-Pan Kierownik - Darek Kurczab
-Paweł vel Mielony – Paweł Mielnikow
-Pan Przewodnik Wojtek (zwany też Pawłem) – Paweł W.
-Paweł, brat Ćwiąkała 1- Paweł Ćwiąkała
-Kuba, brat Ćwiąkała 2- Jakub Ćwiąkała
-Tomek – Tomasz Owerko
-Janek- Jan Mondzelewski
Serdecznie dziękujemy KW Kraków za dofinansowanie wyjazdu.
Tekst i zdjęcia: Jan Mondzelewski
Korektra: Krzysiek Rychlik